poniedziałek, 12 sierpnia 2013

17. ''TO NIE MOJA WINA!''

- Znaleźliśmy dziewczynę Martwą.
  Co?! Co on powiedział?! W moich oczach stanęły łzy, które zaraz wydostały się na zewnątrz. Agata zerknęła na mnie.  Nagle zaczęła piszczeć i płakać.
- Halo! Proszę pana! Proszę przyjechać do (…) – powiedział.

*JAKIŚ CZAS POTEM*

Nie mogliśmy się z tego otrząsnąć… Cały czas miałem w głowie słowa tego policjanta!
Po upływie jakiegoś czasu ruszyliśmy do… kostnicy. Agata cały czas płakała. Policjant nas ‘’powitał’’… Wraz z nim weszliśmy do tego mrocznego miejsca. Pracownik odkrył twarz Kamili. Agata nie chciała na to patrzeć, dlatego wcześniej schowała twarz w dłonie.
- Ale to nie jest Kamila – powiedziałem.
- Jak to? – zdziwił się policjant – Proszę zerknąć jeszcze raz.
- Ta dziewczyna to nie nasza Kamila!
  Agata odsunęła ręce od twarzy.
- Boże… Masz rację Kuba! Kamień z serca – przytuliła się do mnie, nadal jednak płacząc.
- Czyli, że ta osoba nie należy do waszej rodziny? – spytał.
- Absolutnie – powiedziałem.
- A więc przepraszamy za to całe zamieszanie. Zaraz na nowo wznowimy poszukiwania- powiedział.
- Dziękujemy. Do widzenia – powiedziałem.
- Do widzenia.
   Trochę się uspokoiliśmy, ale gdzie nasza Kamila? ;( <3

*MARCO REUS*

Ja już dłużej tak nie mogę! Nie wytrzymam w tej świadomości, że jej się coś stało! Wiem, ze policja się stara, ale to mi nie wystarcza! Postanowiłem jej poszukać… To takie dziwne uczucie… Zupełnie, jakby serce do mnie przemawiało… Wziąłem kluczyki do auta i ruszyłem w drogę. Nikomu nic nie mówiąc rozpocząłem poszukiwania. Szukałem jej w najmniejszych zakamarkach Dortmundu. Postanowiłem wyjechać po za miasto. Ulice otaczał gęsty las. Było już ciemno. Prawie nic nie mogłem spostrzec. Jednak coś we mnie jakby drgnęło i postanowiłem zobaczyć, co też kryje się w tym lesie. Zaparkowałem.  Zacząłem szukać choćby śladów.
- Debilu!
- To nie moja wina!
- Ona się nie rusza!
- I co z tego?!
- Wiejemy!
  Te głosy podsłuchiwałem kryjąc się za drzewem.
- Ale ją tu zostawisz?!
- A mam wyjście?! Nie będę trupa w samochodzie woził!
- A może ona żyje?!
- Ty to już lepiej się nie odzywaj!
Głosy się oddalały. Po chwili usłyszałem dźwięk odjeżdżającego samochodu. Pojechali. Serce mi strasznie przyspieszyło.
- Trupa? O Matko… - szybko ruszyłem przed siebie.
Moim celem był taki jakby mały schowek. Biegłem ile sił w nogach.  Ze strachem stanąłem przed drzwiami. Tysiąc rozmaitych myśli nachodziło mi do głowy. A co jeśli zastanę tam Kamilę? Przecież ja tego nie przeżyję! Otworzyłem ciężkie drzwi. W ciemnym rogu leżała blada postać. Niepewnie podszedłem bliżej.
- Nie! Nie! – łzy spłynęły po moich policzkach – Kamila! Boże! Co oni ci zrobili?! – przykucnąłem.
Sprawdziłem tętno. Biło. Słabo, ale jednak biło. Szybko zabrałem ją do samochodu. Moją misją było jak najszybsze dowiezienie Kamili do szpitala.

*W SZPITALU*

- Pomocy! – krzyknąłem, kiedy wbiegłem do szpitala trzymając nieprzytomną Kamilę na rękach.
- Spokojnie. Co się stało? – podeszła do mnie pielęgniarka.
- To moja przyjaciółka! Banda idiotów ją uprowadziła i przez długi czas trzymała jakimś schowku w lesie! Błagam! Niech ktoś zadba o to, by nic się jej nie stało! – poczułem, ze łzy mimowolnie napływają do moich oczu.
- Sekundka. Doktorze! Eva! Zabierz ją do sali! – krzyknęła do innej pielęgniarki, a sama pobiegła szukać lekarza.
Druga pielęgniarka przewiozła Kamilę do sali. Mi jednak nie było wolno tam wchodzić. Po kilku minutach do sali wbiegł lekarz. Przez to całe zamieszanie zapomniałem  powiadomić Kubę i  Agatę. Wyjąłem telefon.  00:36…  Pewnie śpią, więc  nie ma sensu ich budzić  i martwić. Powiadomię ich, kiedy będzie już coś wiadomo.

*KILKA GODZIN PÓŹNIEJ*


Wywożą  ją w tą i z powrotem na badania…
- Pan z rodziny? – spytał lekarz, kiedy wyszedł z sali.
- Tak jakby… Czy wszystko z nią w porządku?!
- Jest strasznie posiniaczona, pokaleczona… Na całe szczęście nie ma raczej żadnych obrażeń wewnętrznych. Jednakże jest strasznie przemarznięta…  Podaliśmy kroplówkę. Teraz pozostało nam czekać, aż się wybudzi. Wtedy będziemy mogli zrobić kolejne, ważne badania. 

----------------------

Taki tam dreszczyk ;DD Mam nadzieję, ze mnie nie zabijecie :D <3 Pozdrawiam ;3

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ MNIE ♥

wtorek, 6 sierpnia 2013

16. ''JA TO MAM FARTA''

Na policji od razu zaczęły się poszukiwania. Niestety... Policja zakazała działania ''na własną rękę''. Nic z tym nie mogliśmy zrobić. Byliśmy bezradni! Zostało nam tylko czekać...

*KILKA DNI PÓŹNIEJ*

Dzień, jak co dzień... Treningi, dom, rodzina, przygnębiający brak Kamili... Agata się załamała... To już nie ta sama kobieta. Nadal ją strasznie  kocham, ale nie mogę patrzeć, jak cierpi! Pocieszam ją, jak tylko mogę. Całuję, przytulam, współczuję, KOCHAM <3 Oliwka wierzy w to, co powiedzieliśmy... Że Kamila wyjechała na ''krótki wypoczynek do koleżanki''...

*KILKA DNI PÓŹNIEJ*
(7 LISTOPAD)

- Agata?
- Tak? - spytała smutna.
- Uśmiechnij się, kochanie. Nie mogę już patrzeć na ciebie w takim stanie...
    Agata popatrzyła mi prosto w oczy. Spontanicznie opadła na kanapę i zaczęła płakać.
- Ja nie mogę! Nie potrafię! Tak bardzo ją kocham!
- Aguś... - usiadłem obok niej - tą sprawą zajmują się specjaliści.
- I co z tego?!
- Jestem pewien, że Kamila lada dzień stanie u naszych drzwi.
- Na prawdę?
- Tak - lekko się uśmiechając otarłem jej łzę i przytuliłem do siebie.
   Sam nie byłem pewien tego, co powiedziałem... Jednak muszę być silny. Moją misją jest wspieranie Agaty ;3

*KILKA DNI PÓŹNIEJ*
(13 LISTOPAD)

Wróciłem z treningu.
- Hej - pocałwoałem Agę.
- Hej ;*
- Gdzie nasz Robaczek?
- U Piszczków. - odpowiedziała.
- A co powiesz na... - moje słowa przerwał dzwoniący telefon - ja to mam farta -,-

***
- Słucham - powiedziałem.
- Dzień dobry - odezwał się znajomy głos - Z tej strony policjant Danielle Monte.
- I jak? Macie jakieś nowości? - ucieszyłem się.
- Owszem.
- Na co pan czeka?! Niech pan mówi!
- Znaleźliśmy dziewczynę. Martwą.

----------------------------

Hej <3 Tak wiem - chcecie mnie zabić ;D Ale uwierzcie mi - musiałam to zrobić... Taki mały dreszczyk emocji Wam nie zaszkodzi ;DD Dlatego też taki króciutki ;< Jutro - w kolejnym rozdziale, wszystko się wyjaśni ;** Pozdrawiam :)

KOMENTUJCIE ;3

sobota, 3 sierpnia 2013

15. "DRZWI SĄ OTWARTE"

 Kilka minut pozniej przyjechal Marco.
- Jakto wszystko sie stalo?! - spytal.
- Rano normalnie poszla do szkoly! Teraz nie odbiera telefonu! Boje sie!  - wytlumaczyla Agata ze lzami w oczach.
- A ten caly Barthel? Moze jest u niego!
- To samo stwierdzilem! - powiedzialem.
- Ale ja nawet nie wiem,gdzie on mieszka! - rozpaczala Agata.
- Nie martw sie... Ja wiem - powiedzial Marco.
- To bardzo dobrze! Jedziemy! - powiedziala.
- Kochanie? Lepiej będzie jaj zostaniesz w domu z Oliwka. Ja i Marco sobie poradzimy - powiedzialem.
- Ale...
- Kuba ma racje... - powiedzial Marco.
Ostatecznie udalo nam sie namowic Agate. Zostala. Ja i Marco pojechalismy do domu tego Barthela...
- Zapukaj - powiedzial do mnie Marco.
- Po co? Drzwi są otwarte... - zauwazylem zdzwiony.
- Ooookej... Dziwne - powiedzial Marco.
- Wchodzimy?
- No raczej - powiedzial i weszlismy do srodka.
Zaczelismy sie rozgladac po parterze.
- Kuba! Telefon Kamili - powiedzial Marco.
- O lol... Musialo sie cos stac. Ona nigdy sie nie rostaje ze swoim telefonem!
- Nie wiem, co tu jest grane, ale coraz bardziej s i e martwię...
- Rozejrzyjmy sie w reszcie domu.
Poszlismy na gore. Obydwaj weszlismy do tego samego pomieszczenia. Byla to sypialnia.
- O Jezu!- Marco zatkal twarz dlonmi.
- Nie!!!
W pokoju byl straszny balagan. Na lozku byla krew. Gdzieniegdzie lezaly brązowe wlosy Kamili.
- Czy ty myslisz, ze on... Ze ona... - nie dokonczyl Marco.
- Ja nic nie mysle! Rozumiesz?! Nie wiem, gdzie ona jest! Nie wiem,czy ona zyje! Moze ten idiota ja zabil i gdzies wywiozl?!
- Przestan! Nie chce tego slyszec! Ona musi zyc! - Marco niemaze plakal.
- Dzisiaj juz niczego nie zalatwimy! Jest juz pozno!- powiedzialem.
- Poje*alo cię?! Musimy ja znaleźć!- kierowal sie do drzwi, aby szukac Kamili.
- Marco - zlapalem go za ramie - wiem, ze ci  zalezy. Mi tez. Ale zrozum, ze teraz nic nie osiagniemy! Rano wznowimy poszukiwania.
Udalo mi sie go namowic. Pojechaliśmy do domu. Wszyscy zalamani wyczekiwalismy jutra.
*KOLEJNY DZIEN*
Juz od samego rana zajelismy sie szukaniem Kamili. Po dlugich poszukiwaniach zdecyowalismy zglosic zaginiecie na policji.

-------------------------
No heej kochani <3 I ponownie Was przepraszam za te błędy, ale jak wiecie pisałam to na tablecie -,- Dziś się nie rozpisywałam, bo chwila moment dodam na drugiego bloga pierwszy rozdział :) Serdecznie zapraszam!:) http://zdazycprzedkoncem.blogspot.com/

KOMENTUJCIE ♥

piątek, 2 sierpnia 2013

NOWY BLOG ♥

Kochani! Założyłam nowego bloga :) Myślę, ze mogę liczyć na waszą obecność na nowym blogu :) Czekam na Waszą szczerą opinię w komentarzach ;* 1 - szy rozdział dodam jutro <3 SERDECZNIE ZAPRASZAM! <3 http://zdazycprzedkoncem.blogspot.com/

14. "NIE DOMYŚLASZ SIĘ, KOCHANIE?"

*PO ODZYSKANIU PRZYTOMNOŚCI*

Obudziłam się. Rozglądałam się dookoła. Był to dom Barthela. Ale jego przy mnie jednak nie było.
- O! Widzę, ze sie obudzilas! To bardzo dobrze sie sklada! - podszedl do mnie i zaczal sciagac mi bluzke.
- Co ty robisz?! Puszczaj mnie psycholu!!! - zaczelam krzyczec wyrywajac sie mu.
Na nic niestety zdaly sie moje krzyki... Barthel osiągnął swoj cel...
*KILKADZIESIAT MINUT PÓŹNIEJ*
Lezalam na ziemi placzac. Cala bylam poobijana, pokrwawiona... Jakis czas minal, kiedy odwazylam sie wstac i skierowac do drzwi. Po prostu wrocic do domu. Barthela przy mnie nie bylo. Po tym okrucieństwie jakie zrobil zniknal... Cala zdruzgotana mialam juz chwytac za klamke.
- A gdzie to sie wybiera?! - uslyszalam glos Barthela za plecami.
- Daj mi spokoj!!!- krzyknelam jeszcze bardziej placzac.
- Nigdzie nie pojdziesz! Juz tu zostaniesz! Na zawsze! Nikt cie nie znajdzie!- uderzyl mnie.
- Znajda mnie! Albo sama uciekne! Byleby nie byc tu z toba, debilu! - zaczelam mu sie wyrywac.
- Myslisz, ze bedziesz tu przebywac?! Hahhaha! Nie jestem taki glupi! - znow mnie szarpnal i uderzyl.
- Pomocy!!!- zaczelam krzyczec caly czas placzac.
- Zamknij sie!- wzial jakis ciezki przedmiot zza siebie i uderzyl mnie nim w glowe.
*PO ODZYSKANIU PRZYTOMNOSCI*
Obudzilam sie. Juz nie bylam w domu tego kretyna... Sama nie wiem gdzie bylam. To jakies chlodne, wilgotne i ciemne pomieszczenie. Cos w stylu piwnicy, ale to na pewno nie to... Nagle drewniane drzwi sie otworzyly, a moim om ukazali sie Barthel, Daniel, Oscar, Phillip i Felix. Ci ktorych wymienilam to, to slawetne towarzystwo Barthela.
- Podoba ci sie?!- spytal Barthel - podziekuj chlopakom! To oni ci taka piekna miejscowe znalezli! - zasmiali sie.
- Czego wy ode mnie chcecie?!- plakalam.
- Nie domyslasz sie, kochanie? - spytal mnie Oscar.
- Dobra chlopaki... Daniel! Teraz twoja godzina... Potem Felix - powiedzial.
- Jasne - potwierdzili i wyszli.
  Zostalam sama z Danielem. Znow ten sam koszmar. Czy kiedyś się to skonczy?
*W TYM SAMY CZASIE*
- Gdzie ona jest?- spytala Agata.
- Moze poszla do tego swojego chlopaka?- zarzucilem.
- To raczej niemozliwe... Zawsze mi o tym mowila... Martwie sie, Kuba.
- No to moze u Marco?
- Zadzwonię do niego - powiedziala wyjmujac telefon.
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
- Halo, Marco?
- No,co tam?
- Jest u ciebie Kamila?
- Przykro mi, ale nie. A cos sie stalo?
- Cholera no!- zalamala sie.
- Aga... Spokojnie. Co sie stalo?
- Kamila zniknela! Jest juz ta godzina (23:12) a jej nadal nie ma!
- O Boże! Agata ja zaraz będę u was! Moze razem cos wymyslimy! - powiedzial i sie rozlaczyl.
-------------------
Było 3 komentarze, wiec dotrzymałąm słowa :) Coraz wieksze zameiszanie ;DD Aaa! Zakłądam nowego bloga. Już założyłam, ale musze dopracować prolog ;* Dam Wam znać :) Tylko nie pomyślcie sobie, ze ten blog dobiega konca! Jeszcze trochę dużo sie tu wydarzy ;D

CZYTASZ? - KOMENTUJ :)

13. "Ej, ej"

*ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO*

Dziś ten wielki dzień. Nowa szkoła, nowi ludzie, a w moim przypadku - nowe problemy... Strasznie się stresuję, ale na szczęście jest przy mnie Barthel <3 On chodzi już trochę do tej szkoły, wiec dla niego to norma... Przyszedł po mnie rano i spacerkiem poszliśmy do szkoły. Już na samo "dzień dobry" pod szkołą stał gang "niegrzecznych" chłopaków... Tak jak w rozmaitych, kiczowatych filmach mieli na sobie skórzane kurtki, wielorybie spodnie, motory u boków, włosy postawione na żel... No i oczywiście, jak to w filmach - myśleli, ze są fajni... A, ze jaj jestem szczerym człowiekiem od razu podzieliłam sie z Barthelem opinią na ich temat ;D
- Ej? Wiesz co ci powiem? - spytałam.
- Co takiego?
- Widzisz tych kolesi? - spojrzałam na nich.
- Tak, a co?
- Mogę wyrazić szczerą opinię na ich temat?
- Dajesz ;D
- A wiec... Uważam, ze to banda tanich lamusów, która chce sie podlizać tutejszym dziewczynom.. Niestety biedni debile nie wiedzą, że się ośmieszają i są zwykłymi dupkami w skórzanych kurtkach z ciucholoan...
- Ej, ej ;D Nie zapędzaj się kotek ;D - przerwał mi.
- No, ale ja chciałam tylko..
- No wiem przecież ;D A tym samym wcale nie chciałaś urazić tych "biednych debili" ;D
- Spadaj -_- - uderzyłam go lekko/
- No weeź ;D Przecież Cię kocham ;**
- No wię <3
  Aaa! Bo wy nie wiecie! Ja i Barthel ten.. No wiecie.. Chodzimy ze sobą <3

*PO LEKCJACH*

- I jak słonko? Nie było tak źle! Mamy fajnych ludzi w klasie. Jakoś sobie poradzimy ;* - powiedział Barthel, kiedy odprowadzał mnie do domu.
- No oprócz tego, ze do naszej klasy uczęszczają ci gangsterzy to muszę przyznać ci rację :) Kocham cię - powiedziałam całujac go.
- Ja ciebie też <3 - odwzajemniał pocałunki.

*DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ*

Minęły już dwa tygodnie od rozpoczęcia roku szkolnego. Czy coś sie zmieniło? Niestety dużo ;( Pamietacie tych gangsterów z mojej nowej klasy? Ja już chyba o nich nigdy nie zapomnę... Wciagnęli Barthela w swoje dziwne życie... Przez nich on stał się całkowicie innym człowiekiem... Jest obojętny... Dziś jesteśmy już po szkole.
- Dzisiaj idziesz do mnie - powiedział, a raczej rozkazał.
- Nie idę do ciebie... Dziś się muszę poduczyć do testu z niemieckiego - powiedziałam.
- Nie słyszałaś, co powiedziałem?! Idziesz do mnie! - krzyknął.
- Co się z tobą dzieje?! Od kad zacząłeś sie zadawać z tamtymi chłopakami stałeś się zupełnie inny! Nie masz szacunku do innych! Nie potrafisz pytać, prosić tylko od razu stawiasz rozkazy! Musisz mieć to czego pragniesz! Nie pamiętam, kiedy ostatnio mi powiedziałeś, ze mnie kochasz! Zastanów sie nad swoim zachowaniem! Grupka tych pajaców zmieniła cię w idiotę! - skierowałam się w stronę mojego domu.
- Hahahaha! - zaczął sie sarkastycznie smiać - idziesz ze mna dziw**o! - zaczął mnie szarpać.
- Poje*ało cię?! Jeszcze raz mnie szarpniesz, a z nami koniec! - krzyknęłam.
- Jeszcze raz będziesz mi grozić, a pożegnasz sie ze swoją rodzinką!
- Co ty im zamierzasz zrobić?!
- Im nic, ale tobie tak!
- Chyba cię Bozia opuściła! - krzyknęłam.
- Nie pier*ol! Idziesz ze mną!!! - znów zaczął mnie szarpać.
- Zostaw mnie!!!
- Nie drzyj mordy! - uderzył mnie w twarz.
Patrzyłam na niego, jak na jakiegoś tyrana... Pierwszy raz w życiu ktoś mnie uderzył. A co najgorsze? Tym kimś jest chłopak!
- Wystraszyłaś się?! I bardzo dobrze! Nie będziesz mi się sprzeciwiać! - uderzył mnie ponownie, ale tym razem do utraty przytomności.

--------------------
Krótki i nudny ;c Wybaczcie. Musiałam zrobić takie zamieszanie, a niebawem dowiecie sie dlaczego <3 Chciałam przeprosić, ze zaniedbuję bloga ;c Ale pamietajcie, że Was kocham i Wam dziekuję, że czytacie te moje wypociny ;D ♥ Nie dodawałm długo rozdziałów, bo jak wspomniałam przed tem nie miałąm dostępu do tabletu ;( Dlatego też możecie zauważyć w tekście wiele błedów.. ;D Chcecie kolejeny? Pod postem ma być co najmniej 3 komentarze <3 Kocham Was ;3

KOMENTUJCIE ;3



sobota, 20 lipca 2013

MAŁA INFORMACJA ;3

WITAJCIE KOCHANI! <3 Chciałabym zapromować bloga pewnej dziewczyny. Co prawda to dopiero opis bohaterów, ale z innych blogów autorki wywnioskowałam, ze warto czytać i ją wspierać :) Tu macie link - http://marco-emila.blogspot.com/  ;3


A co do mojego bloga yo rozdział dodam niebawem :) Mam mały problem, bo rozdziały pisałam na tablecie, którym teraz opiekuje się mój "kochany" braciszek -,- Także pozdrawiam i zachęcam do czytania powyższego bloga :) Ale także nie zapominajcie o moim xD Paa <33